Remont małej łazienki – jak ją urządzić w nietypowy sposób

Mała łazienka to niemal standard w większości polskich mieszkań i teoretycznie jej urządzenie nie powinno nastręczać trudności. Nic bardziej mylnego. W końcu, na tych zaledwie kilku m2 trzeba jakoś połączyć kilka funkcji – wc, część kąpielową, pralnię, a nawet suszarnię. Przy czym oczywiście ma być funkcjonalnie, ergonomicznie i pięknie, a dla niektórych  jeszcze koniecznie dodatkowo także modnie. I choć to nie lada wyzwanie, to nawet na tak ograniczonej przestrzeni można wyczarować oryginalne i wspaniałe miejsce domowego relaksu. Wystarczy uruchomić wyobraźnię i dobrze zagospodarować każdy centymetr przestrzeni, jeszcze przed rozpoczęciem remontu.

Jeśli znacie mnie choć odrobinę, to zapewne zdążyliście się już przekonać, że nie należę do osób, które podążają ślepo za trendami. Każde z pomieszczeń w naszym domu jest takie naprawdę nasze :) Nie zobaczycie tu gotowych ekspozycji z żadnego ze sklepów meblowych, aranżacji rodem z katalogów wnętrzarskich czy też projektów przeniesionych żywcem z internetu. Nie oznacza to jednak, że nie szukaliśmy inspiracji czy to u wujka google czy w różnych sklepach. Finalnie musiało być jednak totalnie po naszemu, nawet jeśli nasze pomysły nie mieściły się co niektórym w głowie ;) Ot, taka już z nas dziwna rodzina ;) Z naszą łazienką nie mogło być oczywiście inaczej :)

Pierwotny stan łazienki

Nasza łazienka ma, jak na blokową rzeczywistość, normalną wielkość – znaczy niespełna 4 m2. Kiedy kupiliśmy mieszkanie była w koszmarnym stanie. Poprzedni właściciele obkleili ściany wodoodporną płytą KG, wstawili na tę mikro przestrzeń narożną wannę, na dodatek w absurdalnym miejscu, dorzucili WC i jakby tego było mało, podłogę pokryli wykładziną PCV i w takiej wersji korzystali z niej około 10lat :O Cudo nieprawdaż? ;)

Może nie mieli na nią pomysłu, może czekali aż sama się urządzi w akcie rozpaczy, a może po prostu nie chciało im się o nią zadbać, skoro mieli do swojej dyspozycji jeszcze jedną łazienkę. Nie pytaliśmy :) Zresztą sami dłuugo zbieraliśmy się ze zrobieniem z nią porządku – wszak był z niej naprawdę idealny składzik na wszystkie przydasie ;) :D Ale, ale… taka sytuacja nie mogła trwać przecież w nieskończoność. W końcu 3 kobiety w domu i 1 łazienka mogłyby prędzej czy później doprowadzić do wybuchu wojny, a staramy się unikać ofiar w ludziach ;)

Kiedy już dojrzeliśmy do przemiany widocznej na zdjęciach „larwy” w pięknego motyla, poszło dość sprawnie. Zanim ekipa remontowa wkroczyła do akcji, mieliśmy dokładnie wszystko zaplanowane i wybrane. Nie mniej jednak oczywiście nie obyło się bez zaskoczeń, które zmuszały nas do szybkich decyzji lub zmiany niektórych planów. Ot, życie :)

Etap I – demontaż

Czasem, żeby powstało coś nowego, trzeba wszystko zburzyć. Tak było właśnie u nas. Ekipa dosłownie i w przenośni musiała  totalnie wybebeszyć całe pomieszczenie, znaczy przywrócić je do stanu surowego, żeby wogóle cokolwiek można było zmienić. Wyrzucenie starych sanitariatów, zerwanie płyt ze  ścian i wykładziny z podłogi to był zaledwie początek. Przy okazji okazało się m.in. że poprzedni właściciele zastosowali niezwykle innowacyjną technikę izolacji podłogi. Możecie sobie wyobrazić nasze zdziwienie, kiedy po usunięciu „gumolitu” naszym oczom ukazał się DYWAN :O Dobrze, że na nim nie odlecieliśmy z wrażenia ;)

Dla niedowiarków zdjęcie :D

Oprócz tego okazało się, że podczas budowy bloku chyba nie bardzo dbano, by zachować proste ściany, a może budowlańcom oczka się czasem przymknęły albo poziomica gdzieś się schowała ;) Nie będę wnikać :D Fakty mówią same za siebie – miejscami różnica wynosiła do 2-3cm odchyleń w pionie. A mnie naiwniaczce zdawało się, że takie cuda miały miejsce na budowach tylko w czasach komuny, a nie w budynku z 2000r. :D No cóż – człowiek uczy się przez całe  życie ;)

Etap II – nowy układ

Wydawało się, że przywrócenie łazience stanu surowego to najgorszy z etapów remontu. Nic bardziej mylnego, gdy w grę wchodzi m.in. przestawienie poszczególnych sanitariatów.

Co prawda łazienka jest mała i więcej wolnej przestrzeni zyskalibyśmy wstawiając do niej prysznic, jednak dublowanie rozwiązań jest w nudne. W drugiej łazience mamy już prysznic, a ja czasem lubię sobie poleżeć w wannie z książką, przy muzyce czy zrobić sobie domowe SPA, dlatego wanna to było tutaj nasze must have. Łazienka ma kształt prostokąta, więc jedynym racjonalnym rozwiązaniem było postawienie wanny na wprost wejścia. Dzięki temu od razu zrobiło się przestronniej.

Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Konsekwencją wannowej decyzji była także zmiana miejsce przez WC – ze ściany na wprost przeniosło się na lewą stronę. Na dodatek za namową fachowca, cały stelaż został wkuty w ścianę, dzięki czemu uniknęliśmy dodatkowej półeczki na zbieranie kurzu ;)

Oczywiście trzeba było wymienić i poprzenosić również całą elektrykę.

Przestrzeń niewielka, a jak widać roboty w brud ;) Teraz już rozumiecie dlaczego I etap remontu nie był najgorszy ;) II etap to kucie, kucie i jeszcze raz kucie. Nie wiedziałam, że z tak małego pomieszczenia może być tyle gruzu :O

Etap III – ściany i podłoga

Nigdy nie byłam fanką płytek, czy to w łazience, kuchni czy na korytarzach. I cieszę się, że mój mąż podziela moje zdanie w tym temacie. Przy tak krzywych ścianach co prawda łatwiej i szybciej byłoby położyć kafle, ale…  Od początku remontu wiedzieliśmy, że nie chcemy żadnej glazury i terakoty, choć niektóre są naprawdę piękne.

Co na ścianę w łazience, gdy nie lubisz płytek?

U nas na ścianę trafiły farby, specjalnie dedykowane do łazienek. My wybraliśmy markę Beckers i Jeger.

TYNKOWANIE

Zanim jednak doszło do malowania, trzeba było jakoś te ściany doprowadzić do porządku – choć przyznam szczerze, że przez chwilę kusiło mnie, żeby zostawić odsłonięte cegły takie saute ;) Porozkuwane ściany odwiodły mnie jednak od tego pomysłu.  Trzeba było więc wszystko otynkować. Oj było przy tym zabawy nie mało, zwłaszcza że Szanowna Pani (c’est moi ;) ) zażyczyła sobie bardziej naturalny, „surowy” wygląd ścian. W efekcie fachowiec kładł zaprawę przez kilka dni, by uzyskać upragniony rezultat. W  fakturze ściany celowo pozostawiono nieco niedoskonałości, materiał został rozłożony nie do końca równomiernie, w niektórych miejscach są mikro odpryski, dziurki i jakby tego było mało nie było żadnego wygładzania ścian. Koniec końców poszło na tę zabawę ponad 250kg zaprawy! To się nazywa dopiero szaleństwo, żeby robić remont i specjalnie postarzać ścianę :D

MALOWANIE

Dopiero na tak przygotowaną ścianę poszły farby. Znowu nie obyło się bez mojego ulubionego koloru czyli bieli, która trafiła na 3 ściany. Jednak główna ściana została wykończona zupełnie inaczej, a mianowicie masą dekoracyjną Loft Beton marki Jeger, która dodaje troszkę charakterku temu całemu pomieszczeniu. W związku z tym, że ściana ma jakiś kontakt z wodą, zastosowaliśmy się do sugestii sprzedawców i najpierw położyliśmy specjalny podkład pod masy dekoracyjne Jeger, potem 2 warstwy masy Loft Beton, a następnie całość została zabezpieczona 3 warstwami Jeger Protector do podłóg, łazienek i blatów.

I wiecie co Wam powiem, po ponad roku od remontu wszystkie ściany spisują się bez zarzutu :)

Jaka podłoga w łazience zamiast płytek?

Jeśli chodzi o podłogę w łazience, to niestety dostępnych na rynku możliwości jest stosunkowo niewiele. My od razu wiedzieliśmy, że chcemy panele winylowe (znane także jako panele LVT). Są wodoodporne, odporne na zarysowania, nie są tak zimne jak płytki, a przy tym mają bogaty wybór wzorów. Dla nas to były to argumenty nie do pobicia ;) Chyba jedyny minus to cena – do najtańszych niestety nie należą, ale w końcu remontu łazienki nie robi się co roku :)

Nasze serca skradły panele winylowe Vintage. Pasowały idealnie do tego odrobinę surowego wnętrza, na którym nam zależało. Wyglądają jak „nadgryziona przez czas” drewniana podłoga. Przez kolor naturalnego drewna przenikają odcienie szarości, a nawet czerni, jak gdyby podłoga była potraktowana ogniem. Odczucie naturalności pogłębia także nierówna struktura paneli. Są one chropowate, mają odzwierciedlone usłojenie, ślady jakby po cięciu piły etc. Całokształt robi wrażenie jakbyśmy wykorzystali dechy ze starej stodoły czy stuletniego domku z historią. Dla nas jest boska <3

 

W naszym przypadku panele pojawiły się nie tylko na podłodze, ale również jako zabudowa wanny. Dzięki temu wygląda ona jakby była częścią podłogi, jakby z niej wprost wyrosła i nie przytłacza swoim rozmiarem tej małej przestrzeni.

Etap IV – wykańczanie

Tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce, tak każdy remont powoli dobiega końca, a brudna robota oddaje pole do popisu tej przyjemniejszej części czyli urządzaniu wnętrza.

Tu też oczywiście nie obyło się bez małych wpadek, ale na szczęście sytuacja została opanowana :) Z zabawnych sytuacji, okazało się m.in., że szafka wisząca nad pralkę, po wyrównaniu ścian, dziwnym trafem nie chciała się zmieścić. A ja ją specjalnie na wymiar kupiłam, tylko że na początku remontu :) Dobrze, że są fachowcy, którzy na wczoraj potrafią uratować ludzkie życie i zwężyć nową szafkę o 1cm (bo dosłownie tyle zabrakło ;) ). Dzięki temu szafka wisi w zaplanowanym miejscu i ma się bardzo dobrze :)

Ale, ale…do brzegu z tym wykończeniem łazienki :) Nie byłabym sobą, gdyby w tej surowości i naturalności nie pojawił się jakiś akcent kolorystyczny. Na pewno świetnie sprawdziłyby się tu wszelkie motywy roślinne, tak modne obecnie, ale to jednak nie mój klimat. Postawiłam na odrobinę szaleństwa w niecodziennym kolorze, którego nawet nie potrafię dokładnie określić (farba Tikkurila Aqua była z mieszalnika). To trochę mix mięty z turkusem, w dość jasnym acz zarazem intensywnym wydaniu. Zresztą co ja Wam będę opowiadać – po prostu musicie to sami zobaczyć ;)

Wspomniany kolor pojawił się m.in. na wewnętrznej stronie drzwi łazienkowych. Przy ich malowaniu użyłam także magicznego proszku Saltwash, dzięki któremu struktura drzwi nie jest gładka, jednolita, a one same wyglądają jakby trochę już w życiu przeszły ;)

Podobnemu zabiegowi postarzenia poddane zostało duże lustro Hemnes z Ikei, które zawisło w łazience. Wyobraźcie sobie, że kupiłam je specjalnie po to, żeby od razu poddać metamorfozie i biały plastik przemienić w drewno :) ;)

Zamiast klasycznej szafki pod umywalkę, zamarzyłam sobie komodę z umywalką nablatową i … dopięłam swego :D Co prawda musiałam przekopać cały Internet, żeby znaleźć odpowiedni rozmiar i styl, ale koniec końców udało się. Komoda nie jest drewniana, to zwykły mebel z płyty. Nie mniej jednak ma ogromny urok dzięki klasycznemu wyglądowi i pięknej ażurowej wstawce. Dotarła do mnie cała w bieli, ale do swojego nowego królestwa wkroczyła w bardziej dostojnych szatach, żeby jeszcze bardziej mogła się wyróżnić na tle białych ścian :) Blat komody, nóżki i gałki zostały pokryte masą Loft Beton Jeger, reszta przybrała barwę drzwi i lustra. Zwieńczeniem komody stała się prosta umywalka nablatowa, której biel pięknie współgra z ciemną szarością „betonowego” blatu. Uzupełnieniem całości jest nowoczesna bateria umywalkowa, która totalnie nas urzekła. Wszystko za sprawą nietuzinkowego wylotu wody, która wypływa  z kranu niczym wodospad <3 (bateria z tej samej serii trafiła także nad wannę).

W roli oświetlenia genialnie sprawdza się wisząca lampa w loftowym/industrialnym klimacie (metalowa, ale stylizowana na beton) oraz ledowy kinkiet nad lustrem.

Z nietuzinkowych rozwiązań, które także pojawiły się w łazience, a które stały się jej niewątpliwą dekoracją, koniecznie muszę wspomnieć o obrazkach „kąpielowych” z różnymi cytatami umilającymi relaks w wannie, obrazie ukrywającym drzwi do liczników czy prawdziwej drabinie wykorzystanej jako wieszak na ręczniki.

Podsumowanie

Jeśli dobrnęliście do tego momentu i nie zasnęliście, to z pewnością należy Wam się order za wytrwałość ;) Muszę pomyśleć nad takowym, a tymczasem po dłuugim opisie, teraz zabieram Was w wizualną podróż po naszej nietuzinkowej łazience. Jestem naprawdę bardzo ciekawa co myślicie o naszym autorskim pomyśle na jej wykończenie i zastosowanych przez nas rozwiązaniach. Może zainspirujemy kogoś z Was do odrobiny szaleństwa przy remoncie łazienki ;) Jeśli macie jakieś uwagi lub pytania, zapraszam do komentowania – z chęcią na nie odpowiem :)

Pozdrawiam

An.Ka